Ads Elite

„Dziewczyny wojenne – Prawdziwe historie” Łukasz Modelski, Wyd. Znak, Kraków 2011 r.

Książka ta, to zbiór opowiadań – wspomnień jedenastu niezwykłych kobiet, które przeżyły II Wojnę Światową. We wrześniu 1939 r. te młodziutkie dziewczęta były na samym początku swojej drogi życiowej. Były panienkami z dobrych domów, doskonale wykształconymi, wychowywanymi w duchu patriotyzmu i tradycyjnych wartości.  Marzenia i ambitne plany z którymi wiązały swoją przyszłość, musiały porzucić w imię czegoś ważniejszego. Wojna to czas, który bezlitośnie testuje ludzki charakter, człowieczeństwo i odwagę. Bohaterstwo, niezłomność i siła tych kobiet powoduje, że czytelnik zaczyna spoglądać na siebie i swoje życie z większą pokorą. Te ciche bohaterki, które brały czynny udział w walce, w pełni zasługują na to by poświęcić im chwilę czasu i zatopić się w ich wstrząsających wspomnieniach. 

 „Widziałam, jak mąż stał na daszku szopy, już po żydowskiej stronie i krzyczał: „Chodź, chodź!”. Powiedziałam: „Cicho, uciekaj” i zatrzasnęłam okienko. Już słyszałam wrzask gestapowców na dole. (…) Wiedzieli, że kłamię, to było oczywiste. I dlatego tak strasznie mnie bili. Zęby wybili mi jeszcze w domu (…) Zabrali mnie do ratusza w Szczebrzeszynie. Jak stałam. Miałam taką ładną sukieneczkę z żorżety. Zabrali mnie w tej sukience. Jak mnie potem bili, rozbierali, to ta sukienka była cała pocięta. Bili mnie trzcinami. W ratuszu położyli mnie na dwa wysokie stołki i lali mnie po prostu. Mam jeszcze ślady po tym jak gestapowiec gasił mi papierosa na nodze.”

„W Przysposobieniu Wojskowym Kobiet było szkolenie ze strzelania. Dobrze mi szło. Ojciec zaczął mnie uczyć, kiedy miałam 7-8 lat. Rysował bolszewika z gwiazdą na czole i trzeba było trafić w gwiazdę. W PKW zobaczyłam tarczę i spytałam zdziwiona: „Nie do bolszewika?” ”.

„Grenzschutze to nie były jakieś ciury. Jak oni świetnie jeździli na nartach! Jak anioły. Umieli strzelać, nie stając, w biegu. Błyskotliwie, pięknie. Nie mieli tylko fantazji, nam właściwej. Na tym opierał się mój plan – zaproponowałam dowódcy, że narobię hałasu i ściągnę na siebie uwagę, ogień. A ta ogromna grupa przejedzie. Potem miałam przejechać po pniach drzew zwalonych przez halny i zgubić Niemców. Zakładałam, że żaden narciarz z prawdziwego zdarzenia nie będzie ryzykował złamania nogi w tak oczywistej sytuacji. Nikt jakoś nie miał lepszego pomysłu, dowódca się zgodził. (…) Jechałam ukosem, grenzschutze za mną. I strzelali. Bardzo dobrze. Ale przed tymi zwalonymi drzewami stanęli. A ja na ostatnim pieńku złamałam nogę. Słychać było. Jak się łamie kość, to ją słychać. Ale uciekłam, a oni został. Dowlokłam się jakoś do szałasu, do pierwszego owczarza, owczarz jakoś mi to złożył i zabandażował, nie wiem czym – sądzę, że może dołożył tam białka z jajek, w każdym razie to coś na mojej nodze było twarde jak kamień.”

Sytuacje w których znalazły się te młode dziewczyny, oraz fakt, że przy tym wszystkim potrafiły zachować swoje człowieczeństwo i później wrócić do normalnego życia, świadczy o tym, że wygrały coś więcej niż wojenną bitwę, wygrały walkę ze złem.

Książka jest napisana prostym językiem, bez zbytecznego patosu. Opowieści bohaterek cechuje duża różnorodność, możemy tutaj m.in. przeczytać wspomnienia z Powstania Warszawskiego, pobytu w obozie na Syberii, czy o partyzanckim życiu u boku legendarnego Majora „Łupaszki”. Jest to bezcenny dokument, bezpośrednie świadectwo osób które brały udział w tych wszystkich wydarzeniach. Książkę można polecić każdemu, nie tylko miłośnikom historii.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem