Ads Elite

Maria Pawlikowska – Jasnorzewska była polską poetką okresu dwudziestolecia międzywojennego. Urodziła się w Krakowie w 1891 roku, a zmarła na emigracji 9 lipca 1945 roku, w Manchesterze - gdzie dziś znajduje się jej grób.
Była ona córką sławnego polskiego malarza Wojciecha Kossaka, oraz siostrą Jerzego Kossaka i pisarki-satyryczki Magdaleny Samozwaniec.
W ciągu swojego życia wydała 15 tomików wierszy, oprócz tego 2 zostały opublikowane po jej śmierci. Głównym tematem jej utworów była miłość, stąd właśnie określenie: „poetka miłości”.
Jej niebanalna, artystyczna osobowość, oraz barwne życie po dziś dzień budzą ciekawość, nie mniejszą niż jej wiersze.



Nazywano ją: „Czarownicą z Krakowa”, poetką miłości, sóweczką, porównywano do rokokowej damy, Kazimierz Nowowiejski – syn sławnego kompozytora mówił o niej „Dziecię gwiazd”, a jej własna siostra pisząc o niej używała określeń: „Baba – dziwo”, dziwożona. Członkowie jej rodziny nazywali ją Lilką, co było skróconą wersją imienia Marylka. Poza tym, Maria uwielbiała kolor liliowy i często nosiła kreacje w tym kolorze.

Lilka była osobą pełną sprzeczności, o której nie w sposób pisać jednoznacznie. Jak większość poetów miała refleksyjną naturę, ale nie była melancholijna i lubiła żartować, o czym możemy się przekonać czytając fragment wspomnień jej siostry:
"Najlepsza historia przydarzyła się na Riwierze, na którą pojechałyśmy oczywiście razem. Ciągle tam jęczałam, chorowałam, miałam jakieś nieszczęśliwe miłości, poza tym rozchodziłam się wówczas z mężem [Janem Starzewskim]; w ogóle nudna byłam strasznie, o czym moja siostra pisze w listach do matki. I oto taka sytuacja. Moja siostra siedzi na ławeczce w Nicei, czekając na mnie, a tutaj przysiada się do niej jakiś mężczyzna. Zaczęli rozmawiać. Ów jegomość pyta Lilkę: – Co pani tu robi sama? – A ona mu na to: – Jestem pielęgniarką, przyjechałam z chorą umysłowo osobą, którą się opiekuję...
Jegomość zerknął na poważną twarz Lilki i nie pytał już o nic, po czym za chwilę przychodzę ja, w bardzo ładnej letniej sukni – siadam obok niej. Facet tak się bokiem na mnie spojrzał, że niby to ta umysłowo chora, szybko się pożegnał i odszedł „łowić” gdzie indziej niewinną rybkę na upojny wieczór. W hotelu Lilka ze śmiechem opowiedziała mi całe to zdarzenie."
 Wzbudzała szacunek i podziw, chociaż nie była zbytnio lubiana. Bardzo różniła się od zwykłych ludzi, dlatego lubili ją raczej artyści, poeci i osoby o nieprzeciętnej osobowości. Jej styl bycia, oraz modne, wyszukane stroje były odbierane jako ekscentryczne, a przy tym była bardzo małomówna. Była bardzo wrażliwa i emocjonalna, co być może też utrudniało jej kontakty z innymi ludźmi.
„Po prostu trudno być mną. Tyle kantów. Nie dziw, że czasem trudno mi po prostu mówić i dopiero samotność wraca mi przytomność. Złudzeniem jest, abym mogła utrzymać stosunki z ludźmi, to się nie da. Ludzie przyprawiają mnie po pewnej chwili o duszność i mowę utrudnioną. Mój niepokój i znużenie udziela się im i mają mnie też dosyć i nie cierpią mnie”. - Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Szatan spłodził wojnę”.
Maria lubiła się trzymać nieco na uboczu, by móc obserwować otoczenie uważnie, jednak z pewnego dystansu.
„Nie umiem podziwiać zbyt wielu pięknych rzeczy naraz, dlatego też zwiedzając muzeum starożytności w Atenach pozostaję na uboczu. Odłączam się od mego towarzystwa, które rozszalałe gorączkową gonitwą przez wszystkie sale, „żywi się w locie” i już pobladło od duchowej niestrawności”. Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Szkicownik poetycki”
A oto jak opisuje Lilkę Zygmunt Leśniowski: „Uosobiona magia poezji. Zjawa która się boi ostrego światła, zgiełku i ruchu (…) Otulona szalami, zwinięta w kłębek, spędza większość życia na kanapie w północnym pokoju, z małą lampką umieszczoną nastrojowo gdzieś w kącie na niskim stoliczku, lub podłodze. W takim klimacie – przesiąkniętym wonią perfum, mocnych papierosów i starych mebli, czuła się najlepiej. Rozmawiała wtedy czarująco nawet o rzeczach bardzo zwykłych i prostych.” Czytając te słowa można pomyśleć, że poetka raczej unikała towarzystwa, tymczasem we wspomnieniach jej siostry Magdaleny możemy przeczytać, że Lilka prowadziła bogate życie towarzyskie i brała udział w  przyjęciach, spotkaniach, balach, czy też wydarzeniach kulturalnych. Bywała w najlepszych krakowskich domach. W swoim mieszkaniu, które znajdowało się niedaleko rodzinnej Kossakówki urządziła prawdziwy salon, w którym spotykała się artystyczna bohema krakowska, oraz przedstawiciele arystokracji. Jednak zawsze najbliższą osobą i najlepszym towarzystwem dla Lilki była jej siostra Magdalena. Obie Kossakówny były bardzo ze sobą zżyte, a ich azylem był dom rodzinny, w którym czuły się najlepiej. W trakcie swojej emigracji Lilka bardzo tęskniła za ojczyzną. Mimo wielu podróży (Francuska Riwiera, Turcja, Grecja, Monako), najbardziej ceniła uroki Kossakówki, gdzie obie siostry były rozpieszczane. Członkowie rodziny zawsze byli dla niej na pierwszym miejscu i chociaż temperament Kossaków powodował wiele scysji, to jednak rodzina bardzo się kochała. ”Ponieważ pensjonat z powodu braku węgla był nieopalany, więc na noc do łóżka służąca przynosiła butelki z gorącą wodą, które się kładło w nogach. Siostry kochały się okropnie, ale kłóciły się też o byle co i, wstyd powiedzieć, brały się wprost za łby i rzucały na siebie ciężkimi przedmiotami. Kiedyś, przyszedłszy rano do pokoju córeczek, z których jedna była już przecież mężatką, Mama zastała dość dziwną scenę: obie siostry siedziały oparte na poduszkach, z ostygłymi butelkami w ręce, spoglądając na siebie groźnie i czekając, która której rozwali butelką głowę. Całą noc tak przesiedziały z tą niezwykłą bronią w pogotowiu, nie zmrużywszy oka. Gdy je przerażona Matka rozbroiła, szybko pogodziły się i nawet uściskały. Takie już obie miały dzikie temperamenty, buńczuczne i zawadiackie, często spotykane u chłopców, a niesłychanie rzadkie u kobiet. Że Madzia, istota zupełnie zwyczajna i normalna, taka była skłonna do bitki, to jeszcze nie było nic dziwnego, ale że Lilka - już wówczas pisująca piękne, wzruszające wiersze i malująca śliczne akwarelki - potrafiła tupać nogą, przeklinać, rzucać w siostrę ciężkimi przedmiotami, to było co najmniej zaskakujące. I do tego ta twarzyczka włoskiej Madonny, rozświetlona olbrzymimi błękitnymi oczami, które w owych momentach rzucały groźne błyski i stawały się aż ciemne ze złości! „Czarownica z Krakowa” - jak ją nazwał w jednym ze swoich wierszy Julian Tuwim.”

Z jednej strony Maria zdawała się odnosić do innych ludzi z pogardą i dystansem, ale jednocześnie miała też dobre serce. Litowała się nad wszystkimi słabszymi istotami, począwszy od najmniejszych owadów, a na biednych ludziach skończywszy. Kiedyś pomogła biednej kobiecie, która zaczepiła ją i poprosiła o pieniądze na wykupienie swojej maszyny. Lilka, która wtedy nie miała przy sobie ani grosza, podarowała nieznajomej swoją złotą broszkę – talizman. Biedna krawcowa zastawiła broszkę, wykupiła maszynę, a za zarobione pieniądze wykupiła ofiarowaną jej ozdobę i oddała ją z powrotem Lilce. Trzeba zaznaczyć, że ta broszka – talizman miała dla poetki szczególne znaczenie. Lilka bardzo interesowała się ezoteryką i brała udział w popularnych przed wojną seansach spirytystycznych. W trakcie jednego z takich seansów poprosiła ducha o podanie nazwy jej kamienia – talizmanu, duch miał spełnić jej prośbę, a Lilka potem odnalazła czerwony kamień o takiej nazwie i poleciła złotnikowi oprawić go w złotej broszce. I to właśnie dzięki tej broszce uratowała biedną krawcową.
Maria była bardzo przesądna wierzyła w uroki, talizmany, a nawet reinkarnację. Interesowała ją biała i czarna magia, chętnie czytywała książki o tej tematyce, które przywoził jej z paryskich antykwariatów ojciec. Jednak nie do końca traktowała te sprawy poważnie. Czysta mistyka, ezoteryka i magia bardziej pobudzały jej wyobraźnię, niż np. kościelne msze. Jak większość poetów epoki Młodej Polski pociągała ją mroczna strona.
Chętnie też zagłębiała się w kulturę dalekiego wschodu, ćwiczyła hata – jogę, oraz medytowała.
Jednocześnie miała specjalne nabożeństwo do... Świętego Antoniego. Święty był często proszony o pomoc w wielu sprawach.
Jako nastolatka, poetka czytała Nitschego, co w jej czasach kwalifikowało się już jako grzech z którego należy się spowiadać i było przejawem buntu. Lilka jednak chętnie sięgała po tego rodzaju lektury, które pomagały rozwijać jej otwarty umysł. Jak większość podobnych jej dziewcząt otrzymała tzw. wykształcenie domowe, co oznaczało że lekcji udzielała jej guwernantka. Jako młoda kobieta zaczęła studiować malarstwo, jednak jej edukacja zakończyła się po pierwszym roku. Nie stroniła jednak od wiedzy, chętnie studiowała literaturę poświęconą historii sztuki. Fascynowała ją natura i uwielbiała czytać książki przyrodnicze. Oprócz tego czytała też powieści i oczywiście poezje. Za największego polskiego poetę uważała Adama Mickiewicza. Nigdy nie rozstawała się tomikiem Leopolda Staffa. Poza literaturą, kochała też muzykę, taniec, oraz naturalnie malarstwo. Dorastając w rodzinie sławnych malarzy miała z nim kontakt od najmłodszych lat. Sama również miała duży talent w tym kierunku i gdy nie pisała wierszy zajmowała się malowaniem obrazów.

Życie przerażało ją i jednocześnie fascynowało. Z uwagą obserwowała każdy jego przejaw, każdą formę. W naturze pociągały ją jej piękno, mądrość, ale też i bezwzględność. Uwielbiała zwierzęta, wraz siostrą hodowała w swoim pokoju ptaki i inne zwierzątka domowe, takie jak świnki morskie, czy myszki. Wszystkim wielbicielom poetki znana jest historia Sorka – wiewiórki, która była ukochanym pupilem poetki i którą zabrała ze sobą w podróż na Riwierę. Lilka uwielbiała też morze i wszystko co w nim żyło. W oceanarium na Riwierze spędzała długie godziny obserwując morskie stworzenia. Morze zainspirowało ją do napisania niejednego wiersza. Była również zafascynowana siłą żywiołu, w trakcie pobytu nad Bałtykiem zmuszała swoją guwernantkę do kupowania biletów na statki, które wypływały na morze przy złej pogodzie . Stawała wtedy na pokładzie i upajała się sztormową, niebezpieczną aurą. Sztorm ją fascynował, a przerażały... krowy. Wystarczyło, że przypadkiem spotkała je na wiejskiej drodze, a uciekała przed nimi, chroniąc się w przydrożnym rowie. Ten dziwny lęk był spowodowany historią jednej ze służących, którą poturbowała w dzieciństwie krowa, tak że później dziewczynka musiała przez całe życie borykać się z kalectwem.
Oprócz krów Lilka bała się jeszcze innego, bardziej bezwzględnego zjawiska, a mianowicie czasu. Starość, jej wpływ na urodę napawała ją lękiem. Obawiała się samotności starej, brzydkiej, niekochanej kobiety.

Lilka nie była klasyczną pięknością. Pociągła twarz, lekko garbaty nos, ogromnie niebieskie oczy i maleńkie usta -  to właśnie możemy zobaczyć oglądając jej portrety. Największe wrażenie robiły właśnie te oczy. Samym spojrzeniem potrafiła powiedzieć więcej niż słowami. Siostra Lilki – Magdalena w swoich wspomnieniach pisze, że to przez te ogromne oczy młodzieńcy nazywali obie siostry sówkami. Mimo wszystko, Lilka była dumna ze swojej urody, a zwłaszcza z pięknych dłoni, oraz długich smukłych nóg.
Wygląd zewnętrzny był dla niej bardzo ważny. Zawsze wiedziała co jest aktualnie modne i starała się w ten sposób ubierać. Dzięki swojemu ojcu miała dostęp do najnowszych paryskich żurnali, ojciec również zaopatrywał obie panienki w nowe, wspaniałe stroje. Lilka uwielbiała nosić zwiewne, długie szale, koronkowe woale i jasne peleryny, którymi mogła się otulać.
Nawet pod koniec swojego życia, gdy była już bardzo chora, w ciężkich, wojennych czasach, Lilka starała się starannie ubierać. Nawet idąc na salę operacyjną, gdzie miała zostać poddana poważnemu zabiegowi, zadbała o to by dobrze wyglądać. Być może tak jak dla innych artystycznych osobowości chęć podobania się, oraz potrzeba piękna była dla Lilki niezmiernie ważna. Dlatego nieco zaskakujące jest to, że ze wszystkich portretów jakie jej zrobiono, za najbardziej udany uważała ten wykonany przez Witkacego, ponieważ uważała że pokazuje ją taką, jaka jest naprawdę.



Jak widać twarz poetki na tym obrazie jest pełna smutku, a w oczach widać łzy. Widocznie emocje które widać na obrazie często jej towarzyszyły. Smutek i tęsknota za miłością często też pojawia się w jej wierszach. To zdaje się zaprzeczać temu, że wygląd zewnętrzny był dla niej najważniejszy.

Pisząc o wyglądzie zewnętrznym Marii, należy również wspomnieć o jej problemach z kręgosłupem. Lilka jako dorastająca dziewczynka uległa wypadkowi, na w skutek którego złamała sobie rękę. Po zdjęciu gipsu okazało się, że ręka jest nieco krótsza od drugiej. Lekarz, który opiekował się dziewczynką zalecił nosić jej w krótszej ręce ciężary, by ją w ten sposób naciągnąć. Niestety, te zabiegi przy okazji spowodowały skrzywienie kręgosłupa. Lilka bardzo cierpiała z tego powodu. Wystająca łopatka była dla niej poważną skazą na urodzie. „Kuracje” jakim poddawano w tamtych czasach chorych na skoliozę przynosiły mizerne skutki. Maria musiała nosić niewygodny gorset z celuloidu, który powodował odparzenia. Jednak starała się cierpliwie znosić wszelkie niedogodności, cały czas mając nadzieję na odzyskanie nieskazitelnej sylwetki. Niestety zabiegi nie przyniosły żadnych efektów i Lilka do końca życia musiała odczuwać skutki nieudanych zabiegów medycznych. W pewnym stopniu musiało to wpłynąć na jej poczucie własnej wartości.

Lilka z całego serca pragnęła być kochaną. Sama miała w sobie ogromne pokłady uczucia. Ciągle tęskniła za miłością i ciągle jej szukała. Jednak spokój znalazła dopiero u boku swojego trzeciego męża. Zanim jednak poznała porucznikiem Stefana Jasnorzewskiego, miała za sobą już 2 nieudane małżeństwa. Oryginalna poetka nigdy nie narzekała na brak powodzenia wśród płci przeciwnej. Czasem wręcz przyciągała do siebie różne indywidua, takie jak handlarz żywym towarem, czy też arabski szejk. Ona sama lubiła mężczyzn efektownych, czyli przystojnych i dobrze ubranych.
Jej pierwszym mężem został młody, przystojny porucznik Bzowski. Stając na ślubnym kobiercu, panna młoda miała na sobie szafirową suknię koktajlową, czym wywołała skandal. To małżeństwo od samego początku nie było udane. Lilka wychowana w artystycznej atmosferze, nie potrafiła dostosować się do mieszczańskiego domu, w którym miała być tylko gospodynią. Często dochodziło do kłótni i awantur. Uczucie do pierwszego męża bardzo szybko wygasło, a w jego miejsce pojawiła się gorycz i nienawiść. Ostatecznie porucznik Bzowski musiał ustąpić miejsca wielkiej miłości Marii – Janowi Pawlikowskiemu. Jan zostaje drugim mężem Lilki, gdy tylko udaje się jej uzyskać rozwód kościelny. Drugi mąż jest równie utalentowany i para pisze do siebie wspaniałe, literackie listy. Spotykają się potajemnie w romantycznej scenerii opuszczonego Zamku Wawelskiego. Potem gdy Lilka jest już wolna, w jednej z Wawelskich kaplic biorą ślub. To małżeństwo, chociaż zawarte z wielkiej miłości, również nie jest do końca udane. Lilka nie jest dobrze traktowana przez rodzinę męża. Jej oryginalność jest ośmieszana, a ona sama poniżana. Lilka powoli staje się przygaszoną, zaniedbaną kobietą, a mąż zaczyna ją zdradzać. Za nią też zaczynają się oglądać inni panowie. Rozpad związku następuje później, gdy jedna z kochanek Jana spodziewa się dziecka. Lilka, która nigdy nie chciała mieć dzieci, nie chce się zgodzić na jego adopcję i woli rozwód. Pawlikowski mimo wszystko bardzo przeżywał rozstanie z Lilką i nawet próbował popełnić samobójstwo.
Ostatni mąż, z którym poetka była już do końca był lotnikiem. Stefan Jasnorzewski był młodszy od Marii o 8 lat. Wzięli ślub cywilny, na który nie zaproszono jej rodziny. Magdalena Samozwaniec wspomina go jako zwykłego, poczciwego człowieka, który owszem był przystojny, ale nie wyróżniał się żadnym szczególnym talentem, czy oryginalną osobowością. Jasnorzewski, w przeciwieństwie do swoich poprzedników był dumny z twórczości swojej żony. Jednak nawet to małżeństwo nie było idealne, Jasnorzewski był bardzo zazdrosny o Lilkę, a ona niestety musiała się nauczyć tolerować jego zdrady. Maria, mimo wszystko czuła, że na reszcie u boku tego mężczyzny znalazła bezpieczną przystań. Razem z nim, w czasie wojny wyemigrowała do Anglii, gdzie zachorowała i zmarła. Stefan był przy niej do końca, śpiąc obok jej łóżka na materacu. Lilka odchodząc pisała: „Teraz, kiedy mogłabym żyć dla samego życia, trzeba umierać”. A oto jak Jasonrzewski wspominał swoją żonę: "Kocham ją bardzo. Jest dla mnie wszystkim, co dać mi mogła ziemia. Jest wiatrem. Jest ciszą. Głosem, który wciąż słyszę."

Lilka zmarła w wieku 54 lat, pod koniec wojny, której z całego serca nienawidziła. Zostawiła po sobie spory dorobek artystyczny w postaci tomików wierszy, oraz sztuk teatralnych.
Maria jako poetka zadebiutowała w 1922 roku, tomikiem „Niebieskie migdały”. Tomik ten wydała na własny koszt, a właściwie wydanie sfinansował jej ojciec - Wojciech Kossak. Niestety, publikacja nie cieszyła się dużym wzięciem. Jej pierwsze wiersze budziły kontrowersje. Tomik został mocno skrytykowany przez czołowego krytyka tamtych czasów - Ostapa Ortwina. Wiersze Marii zostały porównane do: filigranowych pieścidełek, szkiełek batawskich, świecidełek z bożego drzewka umieszczonych w pełnym dystynkcji buduarze dla lalek, pozłacanych orzeszków z niewielką zawartością. W swojej krytyce wspomniał jeszcze o: „palpitacjach modnego serduszka”, „breloczkach, którymi delektuje się porcelanowa figurka z etażerki”, „łaskotliwych pożądankach gaszonych likierem podawanym w naparstku”. Samą poetkę zaś nazwał „Dzidzi – Colombiną”. Na szczęście młoda, debiutantka została doceniona przez Stefana Żeromskiego i Lenartowicza. Ujęli się też za nią poeci z grupy „Skamander”; Słonimski, Iwaszkiewicz i Lechoń. Sama poetka po kolejnej złośliwej krytyce ze strony Ortwina nie pozostała mu dłużna i wysłała do niego telegram następującej treści: „Ortwin – Ostap mnie w spokoju”.
Kolejny tomik pt. „Różowa magia” został pięknie wydany i ozdobiony akwarelami, które Maria namalowała własnoręcznie. Wydaniem tego tomu zajął się szwagier Marii.

Pisanie przychodziło Marii bez trudu. Potrafiła pisać w zgiełku, nie potrzebowała do tworzenia spokoju i ciszy. Pisała w różnych miejscach, najchętniej w łóżku, opierając notes na parapecie okna, lub w wannie. Siostra wspomina, że Lilka pisała klęcząc przy łóżku. Nawet później gdy używała już maszyny do pisania, łóżko zastępowało jej biurko. Gdy zabierała się do pisania rozpuszczała włosy, zdejmowała gorset i podwiązki. Nic nie mogło jej kłuć i uwierać. Tworząc chętnie jadła bób, ponieważ wiedziała, że jego  ziarna zawierają dużo fosforu, który świetnie wpływał na mózg.

Jej krótkie wiersze były nasycone treścią. Pojawiał się w nich temat śmierci, samotności i miłości, ale pojawiała się w nich również ironia i satyra. Były one bardzo kobiece, nie brakowało tam róż, gwiazd i pocałunków. Maria pisząc bawiła się słowami, czasem nadając im nowe znaczenie, szczególnie widać to w jej osobistej korespondencji. Z jednej strony Lilka była bardzo poetycka, a z drugiej strony była jednak realistką, która widziała otaczającą rzeczywistość bez osłonek, dokładnie taka jaką była. Uważnie obserwowała świat, inspirowały ją i ciekawiły nawet tak drobne wydarzenia jak śmierć jaszczurki. Przerażała ją starość, jej brzydota, powolne zamieranie ciała. Ten motyw starej kobiety, często powtarza się w jej wierszach.
Krytyków raził jej brak zaangażowania w sprawy społeczne, nie podobała się osobista, ludzka strona poezji, pisanie o osobistych uczuciach. Jednak jej twórczość została doceniona przez Skamadrytów i jej wiersze zostały publikowane w piśmie Skamander. Przyjaźniła się z Kazimierą Iłłakiewiczówną. Była członkiem Pen – Clubu. Lilka nigdy nie była pewna wartości swojej poezji i jak większość twórców była bardzo łasa na każdą przychylną opinię, na szczęście później krytyka była dla niej łaskawa. Jednak bardziej zależało jej na tym jak były przyjmowane jej sztuki teatralne. Tytuł „autorki dramatycznej” napawał ją dumą i każda nieprzychylne słowo dotykało ją osobiście. Sztuki pisywała razem z Witkacym, z którym była w bardzo zaprzyjaźniona.
W 1939 r. musiała uciekać z kraju ponieważ sztuką „Baba – dziwo” naraziła się faszystowskiej dyktaturze. Główną bohaterką tej sztuki była kobieta – dyktator, którą można było zinterpretować jako karykaturę Hitlera.
Jej nadmierna szczerość nie przysporzyła jej przychylności ze strony świata polityki. W swoich wspomnieniach „Szatan spłodził wojnę”, nie raz krytykowała rodaków.

Po wojnie nie wspominano o poetce, jeśli już to źle. Zmarła na obczyźnie, w kraju stała się persona non grata. Upomniał się o nią dopiero Jerzy Putrament na zebraniu Związku Literatów, na którym podejmowano decyzje w sprawie wydania antologii poezji polskiej. Jednak wiersze Lilki wydano osobno później. Pochlebne artykuły na jej temat zaczęły się pojawiać po roku 1956. Ostatecznie odzyskała zasłużoną pozycję w panteonie polskich poetów.
W 1982 roku odkryto planetoidę, którą nazwano na jej cześć: Jasnorzewska http://www.findagrave.com/cgi-bin/fg.cgi?page=gr&GRid=10708252


Źródła informacji:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Pawlikowska-Jasnorzewska
http://www.polskie-cmentarze.pl/Warto-poczytac/Ciekawostki/Krotkie-wspomnienie-o-Marii-Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej-9-lipca-minie-65-lat-od-Jej-smierci

http://fraza.univ.rzeszow.pl/teksty_naukowe/Chlap-Nowakowa-o-Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.pdf

Książki: „Maria i Magdalena” – Magdalena Samozwaniec, „Zalotnica niebieska” - Magdalena Samozwaniec, „Wojnę spłodził szatan” - M. Pawlikowska – Jasnorzewska, „Poezje zebrane” - Maria Pawlikowska – Jasnorzewska.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem