Ads Elite

Legenda mówi, że herbatę odkryto przypadkiem w Chinach, jakieś 5000 lat temu. Despotyczny władca Shen Nung został obalony i przepędzony w odległy, południowy zakątek Chin. Shen Nung szalenie dbał o czystość, dlatego woda podawana mu do picia zawsze była gotowana. Pewnego razu, wiatr miał wrzucić do naczynia z wrzątkiem listki rosnącego nieopodal drzewka. Wywar który powstał był wyjątkowo aromatyczny i miał właściwości uspokajające. Jak głosi legenda Shen przesiedział pod owym drzewem następne 7 lat, nie pijąc nic innego poza herbatą i dlatego miał ją nazwać „Tai”, co oznacza „pokój”.

 Herbata przez wieki była najlepiej strzeżonym sekretem orientu. Dopiero 800 r. n.e., kiedy Lu Yu napisał swoją Księgę Herbaty, dotarła ona do Japonii. Potem małe ilości zostały zabrane na bliski wschód, przez perskie karawany. 

Do Europy herbatę przywieźli Holendrzy. W 1606 roku pierwsza ekspedycja z Chin dotarła do portu w Amsterdamie. Na początku herbata była kosztowną nowinką, ale później stała się najbardziej popularnym napitkiem w kraju.  W połowie XVI w. herbata była znana również w Wenecji, lecz jako lek na kłopoty żołądkowe. We Francji moda na herbatę przyjęła się szybko, ale była ona krótkotrwała. Dopiero w Anglii, gdzie dotarła stosunkowo późno i nie od razu zyskała popularność, herbata z czasem stała nieodłącznym składnikiem życia towarzyskiego.
Herbata po raz pierwszy została przywieziona na angielski dwór w 1662 roku, gdy król Karol II poślubił portugalską księżniczkę Katarzynę de Braganca. To ona miała ze sobą skrzynkę herbaty, którą później zaczęto pić na dworze. Przez kolejne 50 lat picie herbaty stało się coraz bardziej popularne. Dzięki królowej Annie zaczęto pić ją do śniadania, zastępując nią zwyczajowe piwo.

Do Anglii herbatę przywoziły specjalne herbaciane Clippery. Flota wożąca herbatę miała najszybsze i najpiękniejsze statki. Nosiły one wspaniałe nazwy takie jak: „Ariel” (z hebrajskiego „Lew Boga”, lub też szekspirowski duch powietrza), „Latający Holender” (o którym do dzisiaj krążą legendy), czy też „Ognisty krzyż”. Pierwszy statek który przybijał do rodzinnego portu, wypuszczał w powietrze flarę oznajmiającą jego przybycie. Tą wspaniałą, romantyczną erę żaglowców zakończyła rewolucja przemysłowa, oraz otwarcie Kanału Sueskiego. 

Angielski zwyczaj „five o'clock” narodził się na początku XIX w., a zawdzięczamy go VII Księżnej Bederford – Annie (1788-1861), damie dworu Królowej Wiktorii. W jej czasach ludzie zazwyczaj spożywali 2 posiłki dziennie. Pierwszym z nich było śniadanie składające się zwykle z wołowiny i chleba. Drugi posiłek to duży obiad, podawany stosunkowo późno pod koniec dnia. Księżna Anna późnymi popołudniami zaczęła się uskarżać na nieprzyjemne uczucie znużenia i osłabienia. Środkiem zaradczym dla Anny stał się czajniczek herbaty, oraz lekkie przekąski serwowane na początku w zaciszu jej buduaru. Później popołudniową herbatkę Księżna zaczęła pijać w swoich pokojach, gdzie zapraszała na nią przyjaciół. Ta letnia praktyka zyskała sobie popularność. Anna kontynuowała nowy zwyczaj po powrocie do Londynu i wysyłała swoim przyjaciołom zaproszenia na popołudniową herbatkę, oraz spacer. Potem inne panie domu przejęły od niej ten pomysł, który z czasem stał się oficjalnym zwyczajem, przeniesionym do salonów. Arystokraci zazwyczaj pijali swoją herbatkę o 4, natomiast średnie i niższe klasy ok. 6. Herbatę tą nazwano „high tea”, od wysokich stołów na których zazwyczaj serwowano posiłki.

Picie herbaty zaczęto celebrować, a jej podanie stało się szczególnym wydarzeniem.

Najpierw gotowano wodę w kuchni, w specjalnym czajniku, który pani domu zabierała do salonu, gdzie oczekiwali na nią goście, zgromadzeniu przy eleganckim serwisie z chińskiej porcelany. Pierwszy czajniczek był ogrzewany na drugim, zwykle srebrnym – trzymanym na małym ogniu. Pokruszone liście herbaty przechowywano w specjalnie do tego przeznaczonej drewnianej skrzyneczce, którą zamykano na klucz. Starannie odmierzano porcje herbaty, które trafiały do czajnika. Jedzenie jakie znalazło się na stole obok herbaty, był to lekki posiłek w postaci chleba z masłem, ciastek, oraz słodyczy. Sandwiche, czyli składane kanapeczki pojawiły się później. Ich pochodzenie przypisuje się Lordowi Sandwich, który wyjątkowo zajęty grą przy stole, nie chciał udać się na posiłek i kazał swojemu służącemu przynieść chleb złożony w kanapkę. Ale tak naprawdę Earl był bardzo zajętym politykiem, który nie miał czasu na jedzenie.
Do herbaty zaczęto też dodawać mleko i cukier pochodzący z plantacji na Jamajce. Mleko, które dolewano do wywaru miało obniżać jego temperaturę, ponieważ porcelana którą na początku produkowano w Anglii nie była odporna na wysokie temperatury i pękała. Ten zwyczaj jednak pozostał, nawet gdy Anglikom wreszcie udało się wyprodukować porcelanę równie odporną na wysokie temperatury co chińska.
Od 1870 roku zaczęto tworzyć mieszanki herbat i dzielono ją na gatunki o różnym aromacie.
Gdy cena herbaty w Anglii znacznie wzrosła, zaczęto ją przemycać z Holandii i Skandynawii, w małych, rybackich łodziach. Składowano ją w sekretnych miejscach. Jednym z takich miejsc był kościół należący do zacnej, szlacheckiej rodziny... Ten proceder został zakończony po obniżeniu opodatkowania na herbatę. 



Herbatę w Londynie zaczęto sprzedawać w tzw. Coffe House's, ponieważ kawa dotarła do Anglii wcześniej. W 1683 r. było ich w Londynie 2000. Herbatę w tamtym czasie reklamowano jako środek gwarantujący długie i zdrowe życie, poprawiający wzrok i ogólną kondycję.
Oprócz tego spotkania przy herbacie stały się pretekstem do rozmów. Wymiany poglądów przy okazji picia herbaty zapoczątkowały kluby dla gentelmanów. Wokół herbaty zaczęło się toczyć całe życie  towarzyskie Londynu. W późniejszym czasie komitety społeczne pań, również spotykały się obowiązkowo na herbatce. Przy herbacie omawiano wszystkie istotne sprawy.

Tzw. Ogródki Herbaciane pozwoliły na picie herbaty na zewnątrz. Zaadoptowano je od Holendrów. W ogródkach pito herbatę na powietrzu, w otoczeniu kwiecistych alejek, uroczych zakątków, grając przy tym w karty, słuchając muzyki, oraz oglądając fajerwerki nocą. Ogródki te były publiczne i pozwalały na spotkania ludziom z różnych sfer społecznych (co oczywiście na początku spotkało się z krytyką). Potem te spotkania w ogródkach połączono z tańcami. Tradycja ta zniknęła dopiero w czasie II wojny światowej. To właśnie w ogródkach herbacianych narodziły się napiwki. Na stolikach przy których zasiadali goście, ustawiono specjalne drewniane kasetki, do których goście wrzucali drobne pieniądze, by kelner szybciej przyniósł herbatę z często dosyć oddalonej kuchni.

Później powstały tzw. Tea -Shopy w których zaczęto również serwować herbatę oraz przekąski. W tych miejscach nareszcie mogły spotykać się kobiety, bez narażania swojej reputacji. Tea - Shopy można uznać za podwaliny obecnych fast-foodów. 



I tak, podczas gdy życie towarzyskie na Wyspach Brytyjskich kwitło w aromatycznych oparach herbaty, w naszym kraju „kariera” tego napoju napotkała na czynny opór...

Księżniczka Maria Ludwika Gonzaga – pochodząca z Francji, żona Władysława IV była pierwszą osobą która piła herbatę na ziemiach polskich. Regularnie pijał ją też sekretarz księżniczki. Natomiast nie wiadomo czy napój przypadł do gustu królowi.

Ogólnie herbata nie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Oto co możemy przeczytać w „Dykcjonarzu roślinnym” - czyli encyklopedii botanicznej, autorstwa ks. Kluka: „Gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przysłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić ile herbatą”. Ponad to herbata: „osłabia nerwy i naczynia do strawności służące, soki”, miała też powodować biegunkę. Niejaki ks. Jędrzej Kitowicz  dodał, że: oziębia żołądek i wywołuje gruźlicę... Biskup Ignacy Krasicki zaś uznał ją za trunek wielce mdlący. Jedynym napojem bezalkoholowym jaki polubiła XVIII - wieczna szlachta polska była kawa.

Herbata zyskała "łaskę" dopiero u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który był zagorzałym anglofilem i zagustował w popołudniowej herbatce. W tamtym czasie pijali ją również niektórzy przedstawiciele magnaterii, którzy chcieli w ten sposób zamanifestować swoją europejskość. Niemniej, nie była ona popularna. Prawdopodobnie dlatego, że Polacy nie potrafili dobrze przyrządzić, sprowadzanej wtedy z Anglii zielonej herbaty. Jej smak uznano za wyjątkowo paskudny (nie to co wódka...;) ).

Dopiero na początku XIX w. dzięki Rosjanom i ich samowarom herbata powoli zaczęła zyskiwać popularność. Niemały wpływ na to miał również spadek cen cukru, a co za tym idzie picie słodzonej herbaty, która Polakom zasmakowała.

Wielkim wielbicielem herbaty był Józef Piłsudski. Za jego czasów herbata zyskała w naszym kraju największą popularność i starano się sprowadzać jak najlepsze jej gatunki, dokładnie badając próbki. Pomimo to, kawa ciągle miała przewagę, co nie zmieniło się do dziś. Więcej

Współczesne badania, przeprowadzone na zielonej herbacie mówią nam, że to jednak Anglicy mieli rację co do wpływu herbaty na nasze zdrowie. A i tamtejsza szlachta była jakby spokojniejsza... ;)

 

Źródła informacji: http://www.afternoontea.co.uk/information/history-of-afternoon-tea/ http://www.gol27.com/HistoryTeaEngland.html http://www.tea.co.uk/history-of-tea http://britishfood.about.com/od/historyofbritishfoods/ss/English-Afternoon-Tea.htm http://historia.newsweek.pl/jejmosc-radzi-herbate,83442,1,1.html

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem