Ads Elite

Obecnie żyjemy w czasach, w których chętnie hołduje się tzw. „wolności słowa”. Każdy rozmówca wypowiadający się na forum publicznym, obojętnie czy to internet, czy spotkanie towarzyskie uważa, że może mówić co chce i jak chce. Nie zawsze jednak tak było. W dawnych czasach ważniejsza była kultura wypowiedzi, która gwarantowała brak konfliktów oraz dobre samopoczucie wszystkich rozmówców. Być może warto by było jeszcze raz wrócić to do tych czasów i zapoznać się z zasadami jakie obowiązywały dawniej w eleganckich, światowych salonach.

„Zastanowiwszy się dobrze, wypadnie przyznać, że tak samo dziś, jak w swoim zawiązku, cel grzeczności towarzyskiej polega na tem, ażeby ci, z którymi żyjemy, byli zadowoleni i z nas i z siebie samych. Oto dlaczego w każdym dzisiejszym elegancie znajdziemy rysy dawnych kawalerów, rycerzy, dworaków i wielkich panów, tak jak w paniach naszych odżywają „kasztelanki, „precyozy“ i wielkie damy przeszłości.”

„Kto umie być poważnym bez wyniosłości, hamującym się bez kłódki na ustach, przystępnym a nie banalnym, dość otwartym na to, ażeby się podobać, nigdy jednak zanadto szczerym, ażeby stać się pospolitym; kto, nie będąc ani posępnym jak mieszkaniec wschodu, ani gadatliwym jak południowiec, umie gawędzić z wdziękiem, a słuchać z rozwagą, kto, wolny od zabójczej krwi zimnej lub zbytniej nerwowości usposobienia, posiada umiar zapału, dowcipu i poezyi, ten zawsze prawa swoje podyktuje światu!”

W dawnych czasach, sztuka podtrzymywania rozmowy w salonie spoczywała na barkach pani domu. To ona musiała wydobyć jak najlepsze cechy z zaproszonych osób i tak dobierać towarzystwo, by ludzie, których zaprosiła dobrze się ze sobą czuli, oraz potrafili rozmawiać na bliskie im tematy.
Jeśli wśród zaproszonych znalazły się osoby były nieśmiałe lub małomówne, to ona musiała tak poprowadzić rozmowę, by nie dopuścić do krępującej ciszy. Dobór tematów powinien odpowiadać zainteresowaniom gościa, względnie temu jakie stanowisko zajmował. Rozmowa przede wszystkim powinna sprawiać mu przyjemność, dlatego też jej temat powinien być dla niego miły i bliski. Jeżeli zaproszonych gości było więcej i pani domu nie mogła zająć się każdym z nich, wtedy musiała korzystać z pomocy zaprzyjaźnionych osób, które zabawiały rozmową osamotnionych gości.
Gospodyni nie mogła też ograniczać się do rozmowy tylko z jednym gościem, jej obowiązkiem było czuwanie nad rozmową ogólną. To ona musiała zręcznie gasić emocje i wszelkie ewentualne sprzeczki. Tematy rozmów musiały być dobierane ostrożnie i starannie, dlatego też gospodyni jak najszybciej musiała poznać zainteresowania oraz „zdolności umysłowe” gości, tak by każdy z nich mógł zabrać głos.

„Bo pomyślmy tylko: jakie to położenie pustej kobiety, kochającej się tylko w swych gałgankach,
jeżeli znajdzie się w towarzystwie, w którem rozstrzygają same filozoficzne zagadnienia? Trzeba więc koniecznie postarać się o to, aby miała sposobność pomówić i o sukniach lub kapeluszach. W takim to właśnie wypadku przyjść powinien pani z pomocą miły jej adjutant, podczas kiedy ona sama wziąć musi udział w ogólnej filozoficznej rozprawie - a przynajmniej przysłuchiwać się jej uważnie.”

Jak możemy się przekonać, czytając poniższe cytaty, od zawsze istniały pewne tematy, które budziły silne emocje i których najlepiej było unikać.

„Z tego wypływa, że powinniśmy unikać w rozmowie wszelkich szkopułów, o które łatwo rozbić się może ład, panujący w towarzystwie; powinniśmy gości naszych z daleka utrzymywać od tego morza burzliwego, którem jest:, polityka i religia. Tego przymusowego obowiązku wprawnego sternika zaniechać nie możemy tak długo, póki, rzuciwszy dokoła okiem po salonie, nie przekonamy się, że wszyscy goście zapatrują się zgodnie na omawiany przedmiot. Ale jak rzadko to dostrzeżemy! Nie wypuszczajmyż z rąk steru, bo taką uwagą i baczeniem zmusimy niejako gości naszych do zachowania grzeczności w rozmowie, wdzięku w ułożeniu. Jaka to szkoda, że wiele osób traci wszelką miarę i równowagę w rozmawianiu, co tak niekorzystnie wpływa na późniejsze stosunki.”

„Głównym obowiązkiem gospodarzy domu jest zwracać rozmowę, o ile można, na przedmioty obojętne, a mimo to zajmujące i wesołe. Sztuki piękne, literatura, podróże i.t d. dostarczą zawsze zajmującego tematu. Politykę należy troskliwie omijać, jako źródło nudów dla kobiet, a złego trawienia dla mężczyzn.”

Prowadząc rozmowę należało uważać, by nie poruszyć jakiegoś niezręcznego tematu; nikt nie mógł poczuć się dotknięty czy zgorszony, lub też po prostu znudzony pospolitością omawianych spraw.
Rozmowy nie należało rozpoczynać od omawiania pogody, trzeba było również unikać tematów dotyczących spraw osobistych, rodzinnych, a także takich które dla innych były niejasne, niezrozumiałe lub obojętne. Gdy w rozmowie ktoś chciał poruszyć temat kalectwa, należało to czynić ostrożnie, upewniając się wcześniej czy ktoś z zaproszonych nie jest dotknięty tym nieszczęściem, ponieważ to mogłoby go urazić.
Kobietom nie wolno było opowiadać w mieszanym towarzystwie o sprawach gorszących, ponieważ to mogło sugerować podejrzaną znajomość tematów, o których dama nie powinna mieć pojęcia. Kobiety nie mogły również rozmawiać w salonie o sprawach dotyczących gospodarstwa domowego np. o służących, cenach jedzenia, czy praniu. Doskonałym tematem rozmowy była sztuka i nauka. Niedopuszczalna była rozmowa o pieniądzach. Pytania o status majątkowy danych osób były bardzo niewłaściwe. O tym, czy ktoś jest zamożny świadczył jego strój, sposób bycia itp. Na pytanie o zdrowie człowieka zajmującego wysokie stanowisko, mogły sobie pozwolić jedynie osoby będące z nimi w bliskim, zażyłym kontakcie. Niedopuszczalne również było plotkarstwo czy złośliwość.

„Dobrze wychowane kobiety nie obmawiają nigdy żadnej znajomej, nie wyśmiewają jej, a jeżeli nawet pozwolą sobie na żart lub dowcip — to tylko niewinny, przenigdy zaś uszczypliwy. Przeciwnie — mówią zawsze dobrze o swoich przyjaciołach, bronią ich, gdy inni obwiniają w oczy lub za oczy. Czynią to z wielką słodyczą, ale nie ukrywają przykrości, jakiej doznają, słuchając rzeczy, ubliżających osobom kochanym i szanowanym. Jeżeli inni wygłaszają zbyt słuszne i prawdziwe uwagi o ich znajomych, tak, że nie kłamiąc, zbijać ich nie można, to niech odpowiedzą krótko: „to trudno — i tak ich kochamy".

„Co do tego istnieje dla wszystkich ogólne prawidło: nikomu nie wolno urażać drugiego w tem, co mu jest drogie. Przecież tak łatwo powstrzymać słowo, które bliźniego zadrasnąć może boleśnie. Toż samo odnieść można i do rozpraw religijnych i politycznych: szlachetnie postępuje ten, co oszczędza swego przeciwnika, widząc, że ten wierzy w świętość swych zasad, kto pamięta, że spór każdy powinien być obustronnie prowadzony uprzejmie.”

W rozmowie bardzo ważna była tolerancja i pobłażliwość wobec ignorancji niektórych rozmówców.


„Największą bezprzecznie zaletą ludzi światowych jest obojętność, z jaką przysłuchują się bredniom największym drugich. Tylko staranne wychowanie i wrodzona dobroć pomódz mogą do zachowania się spokojnego przy słuchaniu, jak ludzie, nieświadomi rzeczy, nieuki, wygadują prawdziwe okropności, rozwodząc się nad historyą lub inną nauką, o której nie mają pojęcia. Najlepiej wtedy nie podnosić wcale ich błędów, a już zupełnie nie przystoi nikomu z błędów tych naśmiewać się lub z nich szydzić. Gdybyśmy zaś musieli dla ważnego powodu sprostować błędne mniemanie tego, który rozprawia, nie wiedząc o czem, to powinniśmy uczynić to bardzo oględnie, by nie zadrasnąć jego miłości własnej i nie ośmieszyć go. „Proszę, pozwól się pan zapytać, czy się pan w tej sprawie nie mylisz ?“ — albo: „myślałem, że się to działo w ten sposób — że to zdarzenie przypada na tę epokę". Dziewięćdziesiąt dziewięć razy na sto otrzymamy na to odpowiedź: „to bardzo możliwe, musisz pan mieć słuszność, lepiej pan to wiesz zapewne, niż ja”. Przeciwnie, jeżeli zdanie, według nas błędne, zbijamy tonem i miną, jasno mówiącemi, że nie zniesiemy odpowiedzi przeczącej, jeżeli powiemy bez ogródek: „jesteś pan w błędzie, mylisz się grubo" — to pobudzimy w ten sposób nieświadomego do gniewnego oporu, szczególnie, jeżeli jest zaciętym. Bardzo zaś czułych i wrażliwych upokarzamy takiemi uwagami; jeżeli ufali nam dotąd, to od jednego razu zrywamy ten największy urok stosunków towarzyskich, polegających na swobodnej wymianie myśli — czyli na myśleniu głośnem. Pogardliwa litość uczonego względem maluczkiego umysłem jest przyczyną, że ów prostaczek z przerażeniem wgląda w samego siebie; gdybyśmy powoli starali się oświecić go, nie odsunąłby się od nas ; przeciwnie jednak zamknie się przed nami i z pewnością odrzuci światło, ofiarowane mu z tak ą szorstkością, grubiaństwem a brakiem miłości. Z drugiej strony pomyśleć nad tem należy, że i uczeni czasem mylić się mogą. Gdyby więc jakiemuś uczonemu odważył się ktoś, do tego niepowołany, zrobić skromnie uwagę, to człowiek wiedzy oburzać się nie powinien na śmiałka, który pozwala sobie mu przeczyć. Powiedzieć jednak musimy, że uczeni, zbyt często, niestety, zaślepieni własnym geniuszem i zbyt pewni swej wiedzy, nie znajdują wyrazów dość pogardliwych na odparcie uwagi tego, który ośmielił się powątpiewać o ich skarbnicy mądrości.”

Sama rozmowa była czymś co trudno było ująć w sztywne ramy reguł. W poradniku autorka cytuje słowa Szekspira:


„Rozmowa powinna być i wesoła i zabawna bez prostactwa, dowcipna bez wymuszenia i nienaturalności, swobodna ale przyzwoita, uczona bez pedanteryi i zarozumienia : jeżeli się mówi o rzeczach dopiero co Zaszłych, albo całkiem Nam współczesnych, nie należy wtedy do opowiadania dołączać własnych dodatków. Taka jednak rozmowa rzadką jest" — dodaje wielki pisarz angielski.”

Nigdy nie należało przesadzać z żartami, zbyt wiele dowcipów mogło znudzić towarzystwo. Trzeba również było unikać dwuznaczników, które uważane były za coś wyjątkowo niewłaściwego. Dobry żart był prawdziwą sztuką, musiał być trafny, wykwintny i głęboki. Niestety nie każdy potrafił tak żartować, dlatego też w tym temacie zalecano ostrożność.


„(...) nie posługujemy się nigdy ostrą bronią żartowania z drugich, chyba że mamy obok sprytu tak wiele delikatności, a nawet i wtenczas nie dowierzajmy sobie zbytecznie”.

Mówienie sobie komplementów, które w dobrym towarzystwie pozornie powinny być czymś naturalnym, wcale nie było tak proste, jak by się to mogło wydawać. Nie wolno było ich mówić wprost, ani w taki sposób by ich adresat mógł poczuć zakłopotanie.


„(…) a po drugie, że bardzo trudno odpowiedzieć stosownie na pochwałę, rzuconą na nas znienacka, tem więcej, że jesteśmy po części obowiązani okazać pewną wdzięczność za uznanie, które nam w rzeczywistości jest zupełnie obojętne. Jakież to niemożliwe położenie! Jeżeli już nieoględne szafowanie komplementami jest surowo zakazane, to cóż dopiero powiedzieć o krytykowaniu, porównaniach niezabawnych, czynionych bez najmniejszego zastanowienia się!”


Krytyka, jak widać, była bezwzględnie zabroniona, podobnie jak złośliwe, grubiańskie, porównania.


„Kto ma takie zachowanie nieokrzesanego gbura, ten niech żyje samotnie, a co najwięcej w towarzystwie sów, bo tym spokojnie będzie mógł powtarzać, że brzydkie, nie obrażając ich zupełnie.”

Tak jak źle było widziane wytykanie wad u innych, tak samo nie powinno się ciągle mówić o własnych. „Choć na nie uwagi zwracać nie będziemy, to dostrzegą je i tak drudzy z wszelką pewnością”. Poza tym zachowanie takie wymuszało zaprzeczenia i komplementy, które nie do końca mogły być szczere. Najlepiej było unikać ciągłego mówienia o sobie, ponieważ w którymś momencie mogło się to stać nudne i kłopotliwe.

Nie wolno było okazywać zdziwienia jeśli ktoś dzielił się jakąś radosną wiadomością, opowiadał o swoich umiejętnościach i osiągnięciach, ponieważ to sugerowałoby, że uważamy go za osobę niezdolną i nie zasługującą na żaden sukces życiowy.

Nadmierna gadatliwość zmuszająca drugiego rozmówcę do nieustającego słuchania, nachalne narzucanie się drugiej osobie, która nie ma ochoty słuchać, było bardzo niewłaściwe. Z drugiej strony, rozmowy nie wolno było przerywać, nawet jeśli wydawała się niedorzeczna. Słuchanie wywodu drugiej strony, w kompletnym milczeniu było niegrzeczne. Rozmówca, jeśli nawet nie brał aktywnego udziału w dyskusji, zmuszony był wtrącić chociaż słówko. Należało słuchać uważnie, ponieważ to oznaczało szacunek dla drugiej strony. Wyrażanie własnego, odmiennego zdania nie mogło prowadzić do sprzeczki. Nie wolno też było krytykować rozmówcy.

„W sprzeczkę, choćby najgrzeczniejszą, nie dajmy się w ciągnąć; tylko proszę nie myśleć, że to znaczy, iżbyśmy w ten sposób mieli ukrywać nasze zdania, — nie — bo to byłoby podłe, ale nie starajmy się narzucać innym naszych zdań i przekonań; to uchodzi tylko ludziom nadzwyczajnie uzdolnionym i sprytnym. Nie krytykujmy, nie sądźmy drugich, choćbyśmy potrafili zrobić to samo bardzo zręcznie i ładniutko.”

Z drugiej strony, odmienne zdanie, sprzeciw wobec wygłoszonych poglądów należało, na tyle na ile to możliwe, znosić ze stoickim spokojem. Odmienny pogląd nie był powodem do obrażania się. Dobrze wychowany człowiek starał się panować nad swoimi emocjami oraz gestami.

„Umiejmy więc szanować zdania drugich, choćby przeciwne naszym i choćbyśmy przekonani byli o ich błędzie i niedorzeczności...! — Zresztą, czyż można wiedzieć i twierdzić kiedykolwiek z pewnością, po czyjej stronie słuszność? Twierdzenie nasze podtrzymujemy w rozmowie stanowczo, ale ze słodyczą, a przynajmniej ze spokojem; — zresztą widząc, że się zgodzić nie możemy z przeciwnikiem, dodajmy z uprzejmym uśmiechem: „Zostańmy już przytem, kiedy się zrozumieć nie możemy".

Niewłaściwe było wtrącanie zbytecznych wyrazów, takich jak np. „widzisz”, „uważasz”. Podobnie było z pytajnikiem „co?”, który był dopuszczalny tylko w gronie bliskich osób, w domu. Należało unikać wszelkich potocznych, należących do jakiegoś żargonu wyrażeń, które mogły brzmieć pospolicie i rubasznie, np. zamiast „strzelić byka”, lepiej było powiedzieć „popełnić błąd”. Z drugiej strony, trzeba było również unikać zbyt wyszukanych określeń, zwłaszcza w stosunku do rzeczy zwyczajnych, codziennych.

„Są kobiety tak śmiesznie wstydliwe, że nie powiedzą za nic „kuperek kurczęcia" — tylko „infuła drobiu". Sądzę, że każdy widzi w tem śmieszność i niedorzeczność. Zapewne są rzeczy, o których lepiej nic nie mówić, ale to się nie może tyczyć chyba ptaka; przesadzona skromność bywa często fałszywą — należy się więc wystrzegać jej starannie.”

Niezwykle ważne było jak zaproszeni goście zwracają się do siebie. Trzeba było uważnie zapamiętywać imiona i nazwiska nowo-poznanych osób. Dopytywanie się, jeśli później czyjeś umknęło, było niegrzeczne. W towarzystwie nigdy nie zwracano się do siebie po imieniu, zawsze używano tytułu „pan”, „pani”. Wyjątkiem było zwracanie się do osoby spokrewnionej, wtedy można było mówić do niej po imieniu.

„Mąż nie mówi nigdy: „pani N. N. moja żona" — tylko po prostu: „moja żona" — do służby: „pani". Żona mówi: „mój mąż" — do sług: „pan", —- nigdy jednak nie wymienia samego nazwiska. Mówiąc do męża o żonie, nie powie się: „jak się ma pani", lecz „pańska małżonka". O córkach nie powie się do ojca: „pańskie panienki" — tylko: „córki pana". Jeżeli są jeszcze dziećmi, można powiedzieć „dziatki albo „córeczki"; mężczyźni używają tej nazwy dla panienek do lat 12, kobiety do lat 15 lub 16-tu, zależy od wzrostu Panien. Rodzice mówią o swych córkach: „nasze córeczki" — później: „nasze córki" — ale nigdy: „nasze Panienki". Dla synów stosowna nazwa: „nasi chłopcy" aż do lat 16-tu; „nigdy zaś hultaje-urwisy"; gdy podrosną: „nasi synowie". Do tego prawidła stosują się i znajomi Mówiąc: „chłopcy pańscy" — gdy zaś skończą la t 16: „synowie państwa", ale i to odpowiednio do stosunków, łączących ich z rodzicami, jak i do własnego wieku.”

Niedopuszczalne było używanie przezwisk i nadawanie ich innym. A jeśli nawet próbowano to robić, osoba której to dotyczyło (nawet gdy przydomek był miły) powinna temu zapobiec. „Powinnam właściwie być wdzięczna za to pochlebne przezwisko, ale jestem taką dziwaczką, że wolę być nazywana po imieniu.”

W rozmowie bardzo ważny był głos i ton jakim mówiono.


„Każde dobre słowo dopiero wtedy ma wartość, kiedy je wypowiemy głosem miłym i dźwięcznym, a przynajmniej serdecznym. Skarga tak, jak i słuszna wymówka, nie obrażą z pewnością nikogo, jeżeli się je wypowie bez gniewu, bez cienia niechęci lub wzgardy w głosie.”

Przebywając w towarzystwie należało panować nawet nad swoim wyrazem twarzy, który powinien być przyjazny, pozbawiony surowości, ponieważ to odzwierciedlało pozytywny stosunek do otoczenia.

Właściwie prowadzona rozmowa to taka, która pozwalała na swobodną wymianę myśli, ale w taki sposób by nikt nie został zraniony przez zbyt szorstkie, nieuważne, pozbawione empatii zachowanie. Panowanie nad emocjami, ostrożnie ważone słowa powodowały, że przebywanie w towarzystwie było przyjemne dla każdego. Salon i dobre towarzystwo oznaczały pewien poziom kultury osobistej, która powinna zostać zachowana.

 

Źródło informacji oraz cytatów: Staffe Blanche (1845-1911) „Zwyczaje towarzyskie”, wyd. Lwów : K. S. Jakubowski ; Warszawa : E. Wende i Sp., [1907] https://polona.pl/item/18742719/0/  ,
rycina: http://libmma.contentdm.oclc.org/cdm/singleitem/collection/p15324coll12/id/5991/rec/8 

 

 

 

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem